15 cze 2017

nieuniknione

Dziewiątego dnia miesiąca Teth, tuż nad ranem, Miriam ujrzała Anioła. Nie było to klasyczne zwiastowanie, o jakim opowiadali Kapłani i Święte Księgi. Nie było nieziemskiego blasku i niebiańskich chórów, ani nawet porządnego muzycznego podkładu. Nawet Anioł wyglądał całkiem zwyczajnie, do tego był nieogolony i gdzieś zapodział swoje skrzydła. Błąkając się po ciasnej izbie, nagle potrącił krzesło, wyrywając Miriam ze snu i wtedy go wyraźnie ujrzała, mimo ciemności. Wiele lat później usiłowała sobie przypomnieć, o czym śniła tamtej wiosennej nocy, ale poza mglistym uczuciem niepokojącej błogości, w jej pomięci nie pozostało już nic.

Popatrzył na nią, jakoś tak przenikliwie i zapytał: Mogę zapalić? Skinęła tylko głową, nadal przestraszona i niepewna tego, co się właśnie działo. Usiadł przy stole i chwilę potem zaciągał się chciwie dymem. Będziesz szczęśliwa, rzekł po chwili. Nie znam detali, miałem gdzieś to zapisane, ale zgubiłem płaszcz i notes przepadł razem z nim, dodał. Zresztą to nieistotne, coś pójdzie nie tak i będzie na mnie, lepiej nie zaprzątaj swojej główki szczegółami. Kiedy to się stanie?, zapytała nieśmiało Miriam. Musisz jeszcze poczekać, tak od razu to można dostać pizzę, a nie szczęście. Kobiety... dodał z przekąsem. Co za ulga, że te całe wasze ziemskie zamieszanie i złudzenia mnie nie dotyczą, jestem tylko posłańcem, robię swoje i zaraz znikam. Nawet nie wiem, czy to, co zwiastuję, potem się sprawdza, na cholerę mi ta wiedza – ciągnął lekko rozdrażniony.

Zaczynało świtać, Anioł wyglądał na mocno znużonego i pewnie zaraz spadłby z krzesła, gdyby nie propozycja Miriam, żeby się położył obok i trochę odpoczął przed dalszą podróżą. Beznamiętnie tylko skinął głową i nie zdejmując nawet butów, legł obok niej. Po chwili oboje zasnęli. Kiedy ostre poranne słońce obudziło Miriam, Anioła już nie było. Przez chwilę pomyślała, że to jeden z tych jej snów, które zazwyczaj zapomina. Ale niedopałek papierosa na podłodze i ślady męskich butów sprawiły, że uwierzyła. W końcu takie rzeczy się zdarzają, pomyślała. Nigdy nikomu o tym nie opowiedziała, dopiero byłoby zamieszanie w jej wiosce, w której nigdy nic niezwykłego się nie działo. Na koniec chyba warto dodać, że Miriam była faktycznie szczęśliwa, ale dopiero po 30-tce, co wystawiło jej wiarę na dosyć ciężką próbę. Z biegiem lat coraz mniej myślała o zwiastowaniu i zmęczonym Aniele, który tamtej nocy przecież nie powiedział jej nic specjalnego i sprawił jedynie, że przez długi czas miała na co czekać...

3 komentarze:

  1. fajna "grafomania", szczególnie podoba mi się motyw wiejski, dość już mamy singielek z dużego miasta ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Całe szczęście, że Ty nie jesteś 'singielką' ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. takie etykietki są dobre dla socjologów i innych, im podobnych darmozjadów ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę nie używać komentarzy do prywatnej korespondencji i osobistych wycieczek, od tego jest mail w profilu :)